Zdjęliśmy szwy

W związku z tym w lecznicy Rudolf – po raz kolejny – obraził się na mnie na całe życie.
Gdy na stole usiłowałam go obłaskawić, obdarzył mnie spojrzeniem nr 34: Nie mów do mnie teraz!
Po czym – zamiast do transportera – udał się pod biurko Agaty, zaległ tam z godnością i rzucił mi spojrzenie nr 26: Tak, będę tu teraz sobie leżał i nic ci do tego! plus spojrzenie nr 15: Przegięłaś!

I tak o.

Agata sprawdziła zawartość usuniętej cysty. Szczegóły sobie daruję, bo albo nie każdego to interesuje, albo akurat ktoś właśnie przekąsza. 
Wnioski są takie, że to cholerstwo w każdej chwili mogło zrakowieć. Rudi nosił na plecach tykającą bombę…

Jaka ulga, że już mamy to z głowy.
I z serca.
(I z pleców.)

Mam cholernie mądrego kota

O tym, że Rudolf jest diabelnie inteligentny, wspominałam już niejednokrotnie. 
Jednakże nigdy nie przestaje mnie zaskakiwać w tej kwestii.

Dziś przed południem ustało działanie środków przeciwbólowych i rana pooperacyjna zaczęła go napierniczać niemożebnie.
Kto zna koty, ten wie, że mają one dość wysoki próg bólu i zazwyczaj nie okazują, że coś im doskwiera. U Rudolfa – w skali od 1 do 10 – musiało być co najmniej 11… Falowanie skóry na całym grzbiecie, zbolałe oczy i maksymalnie rozszerzone źrenice. 
Podałam zastrzyk. Po kilkunastu minutach kot zapadł w błogostan i lekko odleciał.

Gonitwa myśli… Dawkę leku miałam tylko jedną, co oznaczało, że w niedzielę jestem w czarnej dupie.
Telefon do gabinetu. Nikt nie odbiera.
Galop myśli… Jadę. Z kotem czy bez kota?… Miauwa, rozdrapie ranę, gdy mnie nie będzie. Zatem z kotem.

I to była, proszę Państwa, bardzo dobra decyzja, gdyż…

Wpadam do poczekalni. Poczekalnia pęka w szwach… No żesz kurde, ja pierdzielę…
Robię oczy spaniela: 
– Przepraszam, kto z państwa teraz wchodzi?
– Ja – zgłasza się młody człowiek z małym transporterem na kolanach.
– Ja przepraszam, ale czy mogłabym wejść z panem? Mam zwierzę po operacji i chciałam tylko leki kupić.
– Ja nie mam nic przeciwko. Nie wiem, jak reszta państwa…
Reszta państwa niniejszym zawrzała:
– Ja też tylko po leki.
– Ja tylko na kroplówkę.
– Ja po receptę jeno.

(#%$#&^$^&)

Robię spaniela level master:
– Jezu no… Ja mam tu cierpiące zwierzę. On potrzebuje leków przeciwbólowych…
I w tym momencie z transportera wydobył się najbardziej żałosny jęk naćpanego miaukuna, jaki w życiu słyszałam: Eeeeechooojooojoooojaaaaaj!
Wszyscy obecni w poczekalni – zarówno ludzie, jak i zwierzęta – zrobili oczy jak młyńskie koła:
– Jezusmariaborzeszumiący! Pani wchodzi! Teraz pani wchodzi! Natychmiast!

I tak o.

Mam zapas dragów do poniedziałku.

OBCY

Pojawił się u Rudolfa nagle. Na plecach. Na wysokości łopatek. W formie małego guziczka.

Guziczek został dokładnie omacany i wzbudził u mnie lekki niepokój.

Zrobiliśmy biopsję. Szczęśliwie OBCY okazał się kaszakiem, cystą wypełnioną łojem, zawierającym głównie komórki nabłonkowe. Nic groźnego zatem.
Za radą lekarza, którego darzę wielkim zaufaniem, postanowiliśmy OBCEGO nie tykać, jeno dyskretnie obserwować. I tak OBCY, jako mały guziczek, towarzyszył Rudolfowi przez jakieś dwa lata.

W przeciągu ostatnich miesięcy jednak OBCY się zbiesił i stwierdził, że ma dość funkcjonowania jako mały guziczek. Zaczął rosnąć. Szybko.
Zatem ja – równie szybko – podjęłam decyzję o eksmisji OBCEGO z naszego życia.

Zrobiliśmy morfologię. Wyniki super, tyle dobrego. Parametry nerkowe się bardzo poprawiły.
Termin operacji wypadł dziś.

– Chcę asystować – oznajmiłam stanowczo znad Rudolfa pod kroplówką przed zabiegiem.
– A nie będziesz się stresować?
– Będę. Ale bardziej zestresuje mnie czekanie. A tak przynajmniej będę na bieżąco.
– Ok.

Po kroplówce zawiozłam Rudolfa do domu na siku.
Przemyślałam.

– Idę na zakupy. O której mam po niego przyjechać?
– Nie zostajesz?
– Nie. Doszłam do wniosku, że ty będziesz się stresować moją obecnością przy stole. A zestresowany chirurg to zły chirurg. A ja przeżyję. Ufam ci.

I tak o.

OBCY, dopiero po wygoleniu sierści Rudolfa, zdradził swoje gabaryty. Okazał się duży. Bardzo duży. 😦
Został usunięty w dobrym momencie, bo gdybym zwlekała jeszcze parę miesięcy, mogłoby nie wystarczyć Rudolfowi skóry na plecach, żeby zszyć ranę pooperacyjną…

Rudi dochodzi do siebie. Jest na opioidach, zatem po powrocie do domu był bardzo pobudzony. Ot, narkotykowa jazda. Żeby nie zrobił sobie krzywdy, zamknęłam go w transporterze, w którym przestał się awanturować dopiero jakieś pół godziny temu. Teraz chyba się wyluzował, bo przestał przeklinać.

Istnieje szansa, że mnie nie znienawidzi.

Lubię soboty

Poznałam wykonawcę pierwszego etapu budowy mojego domu – stanu surowego otwartego z więźbą dachową.
Młody facet. Kaszub. Prostolinijny. Rzeczowy. Z ogromną wiedzą i doświadczeniem.

Cieszę się bardzo, że go znalazłam.

Przy okazji wyciągnęłam Ewelę z domu i porwałam ze sobą na wioskę.
Żeby nie siedziała sama w czterech ścianach.
Żeby choć przez chwilę nie myślała o Szarusiu. 
Żeby poznała moją Asię. 
Żeby się uśmiechnęła.

To był bardzo dobry dzień. 🙂

Szaruś odszedł…

W trakcie ostatniej rozpaczliwej próby ratowania jego życia.
Szarusiowe serduszko nie wytrzymało…

Ktokolwiek konstruował ten świat – spieprzył sprawę po całości… 😦

Bardzo dziękuję tym wszystkim Wam, którzy wsparli Ewelę i trzymali kciuki za powrót do zdrowia naszego Szarutka.
Dzięki Wam ta wspaniała dziewczyna nie została do końca sama z ogromnym problemem.

Szarusiu, po gehennie, jaką zgotował ci człowiek, przynajmniej ostatnie lata swojego życia spędziłeś w ciepłym dobrym domu, otoczony ogromną miłością.

Teraz śpij spokojnie, kotku…


Już nie boli.

 


Do zobaczenia w lepszym świecie…

Uprzejmie donoszę…

…iż przebiegły sikacz wanienny został ujęty na gorącym uczynku.

Panna wpadła ostatniej nocy, tuż po dokonaniu haniebnego występku, usiłując zakopać dowody zbrodni WANNĄ, co wcale abso-miauwa-lutnie nie niosło się po mieszkaniu w czasie tzw. ciszy nocnej…

(Szuuu szuuuu szuuuuu!).

Dziękuję za uwagę.

 


Szaruś…

Pamiętacie Szarusia?…

Z połamanego dzikuska stał się ogromnym przytulasem oraz najlepszym przyjacielem i niańką w jednym dla niepełnosprawnego Rudkowskiego.

Szaruś zachorował…

Zaczęło się od pokichiwania. Następnie pojawił się obrzęk nad lewym okiem.
RTG wykazało ciało obce – śrut. 😦
Najprawdopodobniej zbiesił się układ immunologiczny, bo obrzęk powiększał się z godziny na godzinę.
Badanie histopatologiczne z kolei wykazało komórki zapalne, które w każdej chwili mogą zrakowieć. 

Szaruś przeszedł dotąd trzy zabiegi. 
Jest na opiatach, gdyż obrzęk i odczyn zapalny powodują potworny ból. 

Dziś operacja ostatniej szansy – trzeba laparoskopowo usunąć śrut zza oczodołu. 
Jest bardzo niebezpiecznie, bo Szarusiowe nerki nie są w najlepszym stanie. 😦

Proszę o kciuki dla tego kota, który jest naprawdę wyjątkowy.
Wiele przeszedł i nie zasłużył na to, co go spotyka.

Siedzę, obgryzam paznokcie i czekam na telefon od Eweli.

Będę organizować zbiórkę na Szarusia, bo dziewczyna tego wszystkiego sama nie udźwignie.
A ja czuję się po części za Szarusia odpowiedzialna.

Pomożecie?…