Służbowo

Proszę, nie dziwcie mi się, że nieco histerycznie reaguję na statystyki bloga. Nie lubię, gdy ktoś bywa u mnie regularnie, a nie jest w stanie wydusić z siebie ani me, ani be, ani kukuryku. Jeśli kogoś interesują zamieszczone tutaj treści, wypadałoby napisać chociaż cześć. W przeciwnym wypadku snuję domysły… Że podgląda mnie mój szef, na przykład…

Zatem, tak na wszelki wypadek:

Szefie, kocham swoją robotę. Jestem zaszczycona pracą w instytucji, cieszącej się tak nieposzlakowaną opinią w społeczeństwie. A moja pensja wywołuje we mnie wręcz ekstazę. Co miesiąc, w dniu Matki Boskiej Pieniężnej, eksploduję ze szczęścia i płaczę… Co miesiąc bowiem mam dylemat: Bahamy czy Malediwy?… Oczywiście tylko teoretyzuję, bo szkoda by mi było brać urlop i przebimbać tyle cennych dni… Wszak owe dni mogę wykorzystać w pracy, spełniać się zawodowo, a firma – jak co dzień – da mi odczuć, że jestem doceniana i obdarzana szacunkiem przez Miłościwie Nam Panującego Pracodawcę

Mój kot maści rudej właśnie rzucił pawia…

Szefie, proszę tego niesmacznego incydentu przypadkiem nie brać do siebie. Kotecek musiał sobie oczyścić jelitka. Kłaczek mu zalegał.

Z wyrazami szacunku.

Uniżony pracownik.

(Państwo wybaczą, teraz ja muszę się odkłaczyć…)

Dodaj komentarz