W sąsiedztwie, a konkretnie na pierwszym piętrze bloku obok, mieszka suczka. Hera. Mieszanka labradora z czymś – całuśna, przytulasta, przekochana… 🙂
Zawsze, gdy ją spotykam na spacerze z jej panią, muszę wytarmosić (suczkę, nie panią, żeby było jasne).
Dziś spotkałam je obie wracając z roboty.
– Pani wychodzi do pracy około siódmej, prawda?
Ja: No tak.
– Ona wtedy zawsze wybiega na balkon i piszczy… Jezu, jak ona piszczy… I ogona niemal jej nie urwie. Myślałam, że widzi jakiegoś psa… Wyglądam… A to pani!
Powiem Wam, że to największy komplement od obcego futrzaka, jakiego doczekałam w ostatniej pięciolatce. 🙂