Doigrałam się

Zorganizowałam ogólnokocie czesanie. Większość populacji okazała aprobatę, a ruda część społeczeństwa wręcz wyraźny zachwyt. Niestety, nawet na najpiękniejszej rabacie trafia się chwast. Ów chwast to nikt inny, jak to czarne z pręgami i – o ironio losu –  z największą tendencją do filcowania.

Otóż Mikusiński wszedł na wysokie c i zapluł się niemiłosiernie, w trakcie egzekucji wymiauczając mi w twarz wyrazy, takie jak: Zdradaaa! i: Miauwa! Miało być tylko w poniedziałkiii! oraz: Ta zniewaga krwi wymagaaa! Gdy doszedł do wniosku, że jego histerie nie robią na mnie najmniejszego wrażenia, od miauków przeszedł do czynów i przydzwonił mi z plaskacza w pysk.

Majkel zawsze wali z otwartej, byłam na to przygotowana. Ale tym razem futro równocześnie chciało mi pokazać środkowy palec. I pokazało – w pełnym opancerzeniu. Poczułam ów palec aż w kręgosłupie.

No nic… Może chwilowo nie jestem piękna. Za to w końcu wyglądam jak rasowy opiekun kotów. Opiekun z rodowodem.

Dodaj komentarz