Moja siostra pokłóciła się okrutnie z mężem. Swoim. Nie po raz pierwszy wprawdzie, ale odnoszę wrażenie, że teraz nerw ją porządnie szarpnął, żyłka pierdząca jej pękła i tym razem to nie przelewki.
Wczoraj zostawiła delikwenta na pastwę dziecka wspólnego i przyjechała do mnie na kolację.
(No dobrze! I na wino! Zadowoleni?…)
Wyrąbałyśmy dzban Carlo Rossi na pohybel mężczyznom generalnie, a mężczyznom, którym odbija palma, w szczególności. Obecni mężczyźni w liczbie sztuk jeden pokręcili głową i pojechali do roboty.
Głowa mnie dziś boli, ciekawe od czego… Bo przecież nie od tych paru malutkich kieliszeczków wina. Najprawdopodobniej od suchego powietrza – teraz, gdy nie ma opadów, jest bardzo suche powietrze, wszyscy to wiedzą.
I zaraz wyjdę i zjem tego osobnika, który przez pół dnia wierci w ścianach gdzieś pod moją podłogą. Zeżrę go razem z wiertarką.