Moja mama…

Tytułem wstępu przybliżę trochę jej osobę…

Nie przypominam sobie, żeby nas przytulała, całowała, mówiła, że nas kocha… Zawsze wyręczał ją w tym ojciec, który wiecznie był gdzieś na zagranicznych kontraktach, przyjeżdżał raz do roku i starał się nadrobić stracony czas.

Moja matka po prostu nie potrafiła się zdobyć na czułość. Nikt jej tego nie nauczył. Gdy babcia nosiła ją pod serduchem, dziadek umierał na raka. Mojej mamie nie dane było poznać własnego ojca, od noworodka była obciążona nerwicą. Wiadomo wszak, co musiała przeżywać ciężarna kobieta, mając w perspektywie życie w pojedynkę z trójką dzieci… Takie przeżycia odbijają się na nienarodzonym jeszcze dziecku.

Babcia całe swoje życie ciężko pracowała, starając się utrzymać trójkę dzieci w tamtych trudnych czasach. Nie miała czasu na czułości, przytulanie, całusy. Nie nauczyła tego wszystkiego swojego potomstwa. Nie miała kiedy…

Moja mama wiele z nami przeszła, oj wiele… Nie byliśmy najłatwiejsi. Odstawialiśmy takie numery, że wręcz wstyd mi o nich dziś pisać.

Dała radę. Ogarnęła. Nie poddała się. Wychowała nas na ludzi. Porządnych nawet, tak myślę.

Jakiś czas temu dostałam od niej gruby zeszyt.
Nasze rodzinne przepisy kulinarne – powiedziała. – Dla potomnych. Żeby nie przepadły.

Zdziwiło mnie to trochę, bo – jako jedyna z rodzeństwa – potomstwa nie mam i mieć nie zamierzam. Ale przyjęłam podarunek, początkowo nie zagłębiwszy się zbytnio w treści tam zawarte.

Dziś dopiero przekartkowałam. Po przebrnięciu przez kilkadziesiąt stron przepisów na ciasta, mięsa, sałatki i inne pierdółki odkryłam, że gruby brulion zawiera w środku osobiste zapiski mojej mamy. Nie sądzę, żeby to były jej własne przemyślenia. Raczej zasłyszane gdzieś, bądź przeczytane cytaty. Nie pamiętała, że tam są?… Zapomniała wyrwać kartki?…

To cudowne starzeć się obok kogoś, kto dalej widzi cię takim, jakim byłeś w młodości.

Iść naprzód nie rozpychając się łokciami i nie tratując nikogo po drodze. Być dumnym ze swoich osiągnięć, nie myląc dumy z pychą. Dbać o ludzką sympatię bez służalczości. Najogólniej rzecz biorąc – budować wewnętrzną zgodę na swój los, nie opuszczając rąk i zachowując godność.

Miarą człowieka jest zachowanie w czasach próby. Zły człowiek to taki, który umie przyjąć, ale nie umie oddać.

Powyższe przekreślone dwukrotnie.

Dobroć, której nie towarzyszy rozum, często przynosi więcej zła niż dobra.

Powyższe przekreślone jedną linią.

Jeśli naruszysz czyjeś poczucie godności, to zranisz tak głęboko, że rana może się już nigdy nie zabliźnić.

Parę stron dalej wciśnięta luźna kartka z koślawym napisem: SAMOWYSTARCZALNOŚĆ.

Nie podzieliłam się z tym z siostrą. Na razie nie. Zeszyt dostałam ja. Dałam do przeczytania Pawłowi. Zamyślił się, po swojemu podniósł brew i powiedział: Myślę, Tunia, że twoja mama dała ci to z premedytacją. Liczyła na to, że przeczytasz.

Sądzę, że ma rację. No i ok – przeczytałam.
Tylko nie wiem, co z tym dalej zrobić…

Powiedzieć jej, że ją kocham? Że dziękuję za wszystko? Może powinnam. Ale nie potrafię. Nie nauczyła mnie tego…

Dodaj komentarz