Mój kochany laptopik chyba coś złapał. Rano zamulił, zarzęził, a następnie pokazał mi czarny ekran, co – ni mniej, ni więcej – oznaczało: Dzisiaj raczej nie odpalę, moja droga. Musisz mnie ratować.
No to ratuję – przywracanie systemu trwa już siedem godzin…
Ja chyba też coś złapałam. Wszystko mnie boli, nawet włosy. Siedzę przy PC-cie i gapię się tępo w ekran, jak sroka w gnat. Mało mówię, więc wszyscy przyglądają mi się podejrzliwie.
Czuję się dziwnie.
Obstawiam grypę.