Waniajetsa

Młoda przywiozła mi ser pleśniowy. Francuski, proszę Państwa. Ponoć bardzo dobry. Ale, miauwa, tak śmierdzący, ale to tak śmierdzący, że postanowiłam, iż ser mieszka na tarasie.

Woń zwabiła emenemsów, którzy to wypadli na taras i dalej wdychać… Zezwoliłam łaskawie na pokrojenie i konsumpcję, ale tylko na chwilę, bo akurat wybierałam się na balkon wieszać pranie.

Uprzedziłam lojalnie: Macie pięć minut. Zjedzcie, popijcie Domestosem i możemy gadać.

(Rudolfin tylko powąchał i prawie wykręciło mi kota na lewą stronę. To świadczy o rozmiarach dramatu, ne spa?)

Tymczasem mam inwentaryzację i PMS-a, w związku z czym padam na ryło. Zatem oddalam się z godnością i z zamiarem nawiązania bliższych relacji z pościelą. Uszanowanko.

Dodaj komentarz