Szwagier wyjechał do Norwegii, zatem młoda ponownie ochoczo ze mną pomieszkuje. Pomieszkuje też u mnie syn młodej, jako że nie ma wyjścia. Pomieszkuje tu też pięć kotów mco, jako że ja nie mam wyjścia. Pomieszkują też chwilowo emenemsy – zgodnie z zapowiedzią – albowiem zakupili w okolicy zacną nieruchomość i są w trakcie wykańczania onej. (Niuch, niuch… Wyczuwam dobry przyszły DT dla czterołapnych… Jest potencjał… 😉 )
Kuwety są trzy, zatem kolejek nie ma. Kotom zazdroszczę, bo za to do łazienki rano… Zaprawdę zaprawdę powiadam Wam, co mnie nie zabije – to mnie wzmocni. Prawda stara jak świat.
Ogólnie jest ok. Pomijając pierdyliard szczoteczek do zębów w łazience i tony zdrowego żarcia (tfu!) w lodówce, temat jest generalnie ogarniany. Koty obrabiamy wspólnie. Młoda gotuje, Paweł zmywa, Piotr odkurza, ja dorzucam się do czynszu (sic!).
Są i inne pozytywy – Piotrek jest wychowywany. Przez moją siostrę. Dotychczas wracał z pracy, walił się ciężko na kanapę z okrzykiem: Kurwa! Jak wam opowiem, to nie uwierzycie!
Do pewnego momentu ja kontrowałam: Przystopuj swoje przecinki, tak? Dziecko mamy na stanie.
Teraz wystarczy siostrzane: O! Nasz Przecinek wrócił! Przypominam – dżunior in da hałs!
I standardowa Piotrkowa kurwa zostaje spacyfikowana w zarodku.
Za to w weekendy… W weekendy, proszę Państwa, dżuniora kładziemy spać, a następnie tworzymy muzykę. I to jaką! Na dwie gitary (bliźniaki), klawisze (ja) i perkusję (młoda – garnki z nierdzewki plus bambusowe pałeczki do sushi).
Tekst naszego dzieła z poprzedniego weekendu:
Łzy na stole leżą,
Potargał je wiatr.
Och, okrutny jest ten świat…
Lalalala…
PUCIO PUCIO.
Łzy bez sensu
podeszły do kredensu.
A ucho tego nie słyszało…
Lalalala…
Oł jeee…
O przedsprzedaży singla poinformuję ze stosownym wyprzedzeniem. Tak po znajomości. Jakby co.