Karpatka

Niejednokrotnie wspominałam, że mam siostrę, która jest perłą, skarbem, unikatem wręcz. Kocham ją bardzo i nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak puste i bezbarwne byłoby moje życie, gdyby młoda nie pojawiła się na tym łez padole. No mówię Wam. Miewam lepsze lub gorsze dni, jak każdy – ale gdy przychodzi ta najczarniejsza godzina, moja siostra zawsze wyjedzie z czymś takim, że mi kapcie spadną.

Świeża sprawa, pachnąca jeszcze nowością i… ciastem – młoda dzwoni:

– Wiesz, siostra, że ja nigdy nie byłam zwolenniczką żarcia z proszku. Wiesz, co nie? No. A ostatnio byliśmy u znajomych i tam jedliśmy karpatkę z torebki, no i mój mąż się zach-wy-cił. Więc dziś kupiłam ten badziew, żeby mu niespodziankę zrobić. I, cholera jasna, zrobiłam wszystko po kolei, jak w przepisie, i wyszły mi jakieś gluty. Dałam jajka, margarynę, cukier puder… Mieszam, mieszam i cały czas mam gluty. No jak ja niby mam mu te gluty upiec?…
– Hm… A dodałaś wodę?…
– O kuuu…

:)))

Dodaj komentarz