Trzy : zero…

Druga próba z Olą, trzecia z koleżanką z pracy…

Przypadek Ósemki jest trudny. Daje mi się wymiziać wszędzie, wytarmosić, wygłaskać… Ale w momencie, gdy w pobliżu jest istota trzecia, dostaje dodatkowych sześciu oczu i robi się nadczujna.

Dziś sama ją spróbowałam chwycić za kark – warknęła, odskoczyła i spojrzała na mnie wzrokiem pt.: Czy cię pogięło, stara?!
Na szczęście najwyraźniej zrzuciła to na karb mojej niezdarności w mizianiu małych czarnych koteczek.
Nadal mi ufa i nadal daje się głaskać. Ufff…

Godzina zero nastąpi o bladym sobotnim świcie. Jestem już umówiona z babką z fundacji. Pomoże.
– O której, pani Marto?
– Około siódmej rano. Ona ma takie pory… Potem się naje i spiernicza na rekonesans, małpa czarna…
– Jezu… Ok. Trudno. Nie będę się kładła. Jesteśmy ustawione.
– Głupio mi, że angażuję panią o tak nieludzkiej porze w sobotę… Ale ta łaciata łajza…
– Pani Marto… Ja nie mam wyjścia. Przecież pani ewidentnie kocha tę kotkę. Zrobimy wszystko, żeby ją złapać, ok?

Że co niby? Że ja ją kocham? Tę mendę złośliwą? Tego cwanego sierściucha?! Tego pchlarza czarnego?!!
Parę ocierów, wystawianie grzbietu do drapania i krabowanie przy byle okazji to stanowczo zbyt mało powodów do miłości. Pfff!

Kocham.
Też mi coś.
Pfff!

Dodaj komentarz