Śniło mi się, że zwiedzałam egzotyczną wyspę. Była bardzo górzysta i cała porośnięta bujną trawą, bez żadnych drzew. Choć ostro świeciło słońce, było zimno i wiał silny wiatr (włączenie warunków zewnętrznych w fazę projekcji stanu REM).
Wspięłam się na sporą górę, z której miałam widok na prawie całą wyspę i oblewające ją morze. Spojrzałam w dół.
A tam, w dole, chmara ptaków wykonywała lot synchroniczny.
Akurat zakręciły pętlę i leciały w moją stronę. Setki, tysiące ptaków przelatywały furcząc i piszcząc nad moją głową. Jeden nie wyrobił na zakręcie i wyrżnął mnie prosto w twarz, wybijając mi trzy zęby z dolnej szczęki…
Jakieś pytania?…