To będzie moja kara za złośliwość. Kara za to, że tak ochoczo wytykam palcem innych i się z nich nabijam, a sama jestem bezmyślna, rozkojarzona i w ogóle nieprzystosowana do życia w społeczeństwie.
Bo – skoro jestem taka mądra – to mam napisać, co sama wyprawiam i co miewam w lodówce.
Proszę bardzo!
Napiszę!
Wielkie mi co.
Otóż Paweł znalazł w mojej lodówce słoik z ogórkami konserwowymi, przeterminowanymi o rok.
No wielkie mi halo!
Primo: nikogo to nie interesuje.
Secundo: nie takie rzeczy się jada, jak jest rewolucja.
Tertio: to ogórki z moich ubiegłorocznych urodzin – miałam prawo czuć do nich przywiązanie!
(Bo ja, wbrew pozorom, jestem bardzo sentymentalna. Nie tak jak niektórzy, co wysyłają ogórki w kosmos tylko dlatego, że są trochę niejadalne.)
– Za karę napiszesz o tym na swoim blogu, a nie tylko o tym, że nie naprawiłem lodówki przez miesiąc – obwieścił Paweł i naprawił lodówkę.
(Hjuston, mamy problem…
On wie o blogusiu.
Jestem martwa.)