Ech…

Ósemka ma nawrót świerzbu w uszach. 😦
Wczorajsze cierpienie koteńki było straszne – trzepała główką, płacząc głośno.
Pojechałam po lek.

Osiem jest kotką inteligentną. I ma świetną pamięć. Od razu swój ból plus moje podchody z ampułką skojarzyła z czymś bardzo nieprzyjemnym. Uciekała, jeżyła się, buczała i nie dała się dotknąć. Nie wierzyła, że chcę jej pomóc i że nie będzie bolało… Gdy zapędziłam ją w kozi róg, popatrzyła na mnie tak jakoś… Od razu przed oczami stanął mi Majkel z tym swoim przejmująco smutnym wzrokiem, gdy coś było nie tak… Takie przeraźliwie smutne, załzawione oczy… Jej wzrok był właśnie taki… Majkelowy…

– Daj spokój – przemówił Pawłowy głos rozsądku. – Zostaw ją. Idziemy spać. Zobaczy, że leżymy, i przyjdzie sama.

(To niestety nie jest tak, że gdy zalegam w pieleszach, Ósemka ochoczo wskakuje na pościel i usypia mnie swoim błogim mruczeniem. Nie, nie. Jej mruczenie zresztą słyszałam dotąd tylko raz w życiu. Prawdziwy delikates znaczy.
Zazwyczaj dołącza do mnie, gdy już zasnę. Budzę się co rano z pingwinkową pchełką pod pachą. I wówczas – w przeciwieństwie do mnie – nie rusza jej ani budzik, ani moje wiercenie się. Gdy wstaję, ona niewzruszenie śpi dalej. 🙂 )

Przyszła.
Paweł głaskał ją delikatnie po grzbiecie, a ja znienacka uderzyłam. Strongholdem na kark.

Dziś jest lepiej.
Nie boli.
Nie swędzi.
I kocie oczy jakieś takie inne.
I szmaciana myszka została zmasakrowana.
I łosoś podany, zeżarty na pniu. 

Wysłałam Jackowi na służbowego maila świeże zdjęcia Ósemki. Należy mu się. Przez wiele miesięcy kupował jej co rano świeże wątróbki drobiowe, gdy koczowała przy naszym biurowcu. 

Jacek maila odebrał.
Zdjęcia obejrzał.
Łza popłynęła.
Albo i dwie.

(Przyznał się do jednej.) 

Oboje ją kochamy. 🙂 

Dodaj komentarz