Przyszło kocie żarcie kurierkiem. Żarcie jak żarcie – rzecz nabyta, ale karton… Karton stał się obiektem pożądania społeczeństwa. Niestety społeczeństwo nie wypracowało kompromisu i podzieliło się na dwie frakcje – partię rządzącą SBS* i opozycję.
(*Stowarzyszenie Białych Skarpet)
Aktualnie w kartonie przebywają głównie dwie przedstawicielki SBS, a męski rodzynek osłania je z zewnątrz.
Opozycja dzielnie usiłuje zdobyć twierdzę. Przewodzi im całkiem cwana kobita, zatem pewnego dnia może im się udać obalić tyranię SBS. Tym bardziej, że SBS posiada słabe ogniwo w osobie pewnej drobnej brunetki, która ostro smali cholewy do jednego z opozycjonistów.
Codziennie z poziomu mojego łóżka obserwuję poczynania obu frakcji z niekłamaną fascynacją.
W trakcie kolejnego odcinka brutalnie wdarł się w kadr Paweł:
– Co słychać? Jak się czujesz?
– Czuję się jak młody bóg. Kwitnąco, powiedziałabym. Dawaj kolejne pytanie z serii zajebistych… Poza tym laska z SBS ma romans z gościem z opozycji. Mówię ci, „Wichry namiętności” to pikuś!
– Uhm – mruknął mój miły, sadowiąc się obok na wyrku i dyskretnie lustrując stosik leków na mojej nocnej szafce.
(Owszem, jest wśród nich środek, którym ponoć z lubością szprycują się nastolatki. Ale staram się nie nadużywać, tak?)
Chyba idzie ku lepszemu.
Choć jeszcze trochę w wyrze pokwitnę…
Co się naumierałam przez te kilka dni, to moje.
Parę kilo w plecy, ale za to ogień w płucach zaczyna w końcu przygasać.
To był niewyobrażalny ból…
Nikomu, miauwa, nie życzę.