Łikendzik. Słoneczko. W końcu święty spokój. Mieszkanie zrobione, sprzątnięte i wynajęte. Luz blues. No pięknie jest.
I ową ciężko wywalczoną harmonię zakłóca mężczyzna. Jak zawsze. W końcu po to oni są, ne spa?
Otóż wpada Paweł z miną kota srającego na puszczy, zalega na kanapie, odpala telewizornię i milczy wymownie.
– Co się stało? – pytam ja ci się ostrożnie.
– NIC!
Hm…
Wyraz oblicza mojego miłego jako żywo przypomina wyraz pyska kocura Rudolfa, który właśnie dostał biegunki i – poza podstępnym wepchnięciem mu do paszczy węgla – bezceremonialnie wyprano mu tyłek, odbierając mu tym samym resztki samczej godności.
– No przecież widzę – drążę. – Co jest?
– Powiedziałem: NIC.
Hmmm…
– Ok. Skoro nic, to może kawki ci zrobię, co?…A może coś zjesz?
– Takiego ci dziś ognistego smsa wysłałem, a ty NIC! – Nie wytrzymuje.
Hmmmmm…
Łapię swój telefon. Przeglądam. Odebrane… Nieodebrane… No faktycznie: NIC.
Za to teraz Borys patrzy się na niego cosik podejrzliwie…
Obawiam się, że ich męska relacja już nigdy nie będzie taka sama…
Oj nie…
(Hihi. 🙂 )