Czarnulek

Wspominałam już niejednokrotnie, że moja matka zawsze była zagorzałą psiarą, natomiast z kotami – ujmijmy to delikatnie – niekoniecznie było jej po drodze.
Zakochała się jednak w moim Rudolfie i odbiła jej lekka palemka.

Na drucie…
– Mój czarnulek kochany… Moje serduszko mruczące…
– Mamo, jesteś tam?
– Jestem. Czarny przyszedł właśnie i położył się kołami do góry. Muszę miąchać… O czym żeśmy mówiły?…
– O moim wyjeździe, mamo.
– Aaa, no tak. Czarnulek mój kochany, piękny…
– Mamo?…
– Posłuchaj, jak on fajnie gulgocze. Przyłożę słuchawkę… Tylko kiciaj do niego, to pogada…

Gdyby parę lat temu ktoś mi powiedział, że moja matka każe mi konwersować przez telefon z kotem, zarzuciłabym tej osobie, że albo ma źle dobrane leki, albo te, które bierze, zażywa bardzo nieregularnie…

Dodaj komentarz