Stanisław jakiś czas temu zalogował się na moim samochodzie. A dokładnie na prawym lusterku. Codziennie rano miałam świeżą pajęczynę tamże i codziennie ją likwidowałam.
W końcu dałam spokój.
I tak sobie przemierzaliśmy wspólnie Trójmiasto – Stanisław i ja.
Dziś w nocy były przymrozki.
Zauważyłam, że Stanisławowa makrama o siódmej rano przerzedzona nieco była i zrobiło mi się smutno.
Serio.
Mam cichą nadzieję, że Stanisław jednak znalazł jakąś bezpieczną szparkę pomiędzy elementami karoserii, gdzie w miarę bezpiecznie przezimuje.
Albowiem jazda bez Stanisława już nie będzie taka sama… 😦