Goldenka moich rodziców zerwała jakiś czas temu więzadło w drugiej łapie. Przeszła skomplikowaną operację – ma śrubę i gips. Od trzech miesięcy. Tyle tytułem wstępu.
Na święta oczywiście zwaliliśmy się cała watahą do moich rodziców.
A przed pierwszą nocą dowiedzieliśmy się, że mój ojciec od owych trzech miesięcy śpi z Haną na dole, na podłodze, na twardym materacu.
Śpi z Haną, bo sunia nie może wchodzić po schodach.
Zatem mój brat postawił sprawę po męsku:
– Ojciec, dziś zaiwaniasz na górę do sypialenki, do ciepłego łóżeczka, na miękki materacyk.
– Ale…
– Cisza! Nie ma dyskusji.
– Ale Hana nie może tu tak sama zostać, bo…
– Nie zostanie. Ja z nią się tu prześpię. A ty na górę. Myk, myk.
– Ale…
– Nie no, ojciec, nie ma żadnego ale. Na górę, powiedziałem. W końcu porządnie się wyśpisz. No.
Tatko poczłapał na górę z nosem na kwintę.
Po piętnastu minutach usłyszeliśmy człapanie powrotne.
– Uważaj, synku – mama syknęła konspiracyjnie. – Teraz będzie ci dawał instrukcje…
Tatko objawił się z powrotem w pokoju.
– Synuś, ona się trochę rozpycha, wiesz…
– Damy radę.
– Ale słuchaj… Ona lubi, jak ją się okrywa tym kocykiem. O tym… I czasem ma złe sny i popiskuje… Wtedy trzeba ją koniecznie przytulić i pogłaskać…
– Przytulę i pogłaszczę, tato. I okryję kocykiem. O tym. A teraz wracaj do łóżka. Mi-gu-siem.
Nie wiem, jak Wy, ale ja uważam, że w temacie czułości mój ojciec właśnie osiągnął level expert. 🙂