Dostałam dziś komplement. Komplement niebanalny.
Usłyszałam od lekarza, że jestem niezastąpioną pomocą w trakcie zabiegów i mam niesamowitą intuicję. (Mamo! Tato! Chwalą mnie!) Że czytam w myślach operatora i przewiduję jego kolejny ruch, podając bez słowa potrzebne w danym momencie narzędzie lub wykonując właściwą czynność.
Sądziłam, że wystarczy po prostu logicznie myśleć, a tu proszę – intuicja. Jestem z siebie dumna jak stado pawi. 🙂
Mieliśmy zabieg ratujący życie – króliczka Toffi poszła na stół na cito. Kamień w pęcherzu (1,5 cm średnicy!) zatkał cewkę moczową.
Przedsięwzięcie było utrudnione z uwagi na sporą nadwagę małej. Warstwa tłuszczu skutecznie utrudniała dojście do poszczególnych narządów wewnętrznych.
Lekarz najpierw musiał usunąć mega otłuszczoną macicę, dokopać się do pęcherza, po usunięciu kamienia założyć szwy, a na finiszu usunąć jeszcze guz podskórny wielkości orzecha włoskiego.
Zszywanie powłok brzusznych też nie jest bułką z masłem. Najpierw trzeba precyzyjnie zacerować otrzewną, następnie tkankę podskórną, na samym końcu szyje się skórę.
Walka z czasem, niesamowite emocje, strach… A trzeba zachować za wszelką cenę zimną krew.
O wiele trudniej operuje się zwierzaka fajnego.
Tak, zwierzęta są różne. Mają charaktery i charakterki. Jak ludzie. Bywają fajne, bywają też zła wcielone.
Toffi jest fajna. Gdy podawalam jej ketaminę, przytuliła się do mnie całym swoim ciałkiem i polizała w szyję. Czuła, że chcemy jej pomóc.
Operacja trwała dwie i pół godziny.
Toffi ładnie się wybudziła i próbuje wstawać.
Jest dobrze.
Teraz.
Najbliższe 2-3 doby będą decydujące.
Trzymajcie kciuki za fajną Toffi.
Proszę.