Ekhm…

Dziś rano dzwoni moja czadowa mama:

– Wiesz, nasz czarny kotas ma coś przy jądrach. Znaczy przy miejscu, gdzie były jądra. Jakiś bąbel…
– Duże to?…
– Nie. Takie, wiesz… Wygląda, jak po odpadnięciu kleszcza. Ale sama nie wiem…
– Przesuwa się ze skórą? Czy trzyma się mięśni? Miękkie?… Twarde?…
– Obejrzeliśmy z ojcem. Przesuwa się. Miękkie…
– Na razie bym się nie przejmowała. Kaszak, tłuszczak może… Obserwujcie, czy się nie powiększa, czy nie zmienia koloru i czy nie robi się ciepłe.
– Ok.

Dziś popołudniu dzwoni ponownie moja czadowa mama:

– Dziecko, założyliśmy okulary i obejrzeliśmy to dokładnie, Ekhm… To jest siusiak.

Zaplułam telefon, padłam i tak będę leżeć!

(Dobrze, że nie pojechali z kotem na sygnale do lecznicy… Stała ksywa murowana: Doktorze, państwo Penis w poczekalni!
😀 )

Dodaj komentarz