Kręgosłup generalnie rozpękł mi się na trzy podkręgosłupki.
Od dźwigania.
Zasadniczo nagromadziłam tyle śmieci przez te lata, że sama jestem wstrząśnięta, nie mieszana…
W trakcie przenosin nie byłam w stanie do końca się określić, co mi jest potrzebne, a co nie. Masa pierdół poszła do śmietnika. Część rzeczy nadal to czeka, ale w końcowej fazie przeprowadzki nie miałam już za bardzo czasu na weryfikację i pakowałam wszystko, jak leci.
Z kotami poszło średnio.
Miaukuny zapakowałam wprawdzie bez większych trudności, ale problem zaistniał przy Florianie i Ósemce.
Flor niniejszym w stresie zmasakrował transporter – trzeba było owinąć go taśmą dla bezpieczeństwa ( transporter, nie Flora).
Ósemka zaś wpadła w panikę.
(Ona do dziś pamięta pierwszą łapankę i co ją po niej spotkało… 😦 )
Osiem łapałyśmy z Margo na żywca. Miałam oczywiście pod ręką sedalin, ale – szczerze mówiąc – bałam się podać. Kotka jest nieduża i minimalne przekroczenie dawki leku mogłoby ją zabić. 😦
Owszem, durnie podeszłyśmy do tematu, bo łapałyśmy pannę bez żadnych rękawic, kocy, zabezpieczeń – ot, na żywioł. Ósemka była przerażona. 😦
Udało się, ale Margo aktualnie liże rany. 😦
Następnym razem będziemy mądrzejsze.
Margo liże rany fizyczne, ja psychiczne.
Koty powoli przystosowują się do nowego miejsca.
Mają już swój drapak, zatem poczuły dom.
Ja powoli też zaczynam go czuć.
Jest to lokum tymczasowe, ale jednak na parę miesięcy.
Dwoję się i troję, rozpakowuję, mebluję, organizuję przestrzeń…
Czuję się tu dobrze.
Koty chyba też.
Będzie dobrze.
Prawda?…