Bowiem postanowiłam zawalczyć o kolejnego ulicznego kota.
Jest wychudzony, bardzo chory, cierpiący i okropnie brzydki. Tak brzydki, że każdy mijający go przechodzeń odwraca wzrok. Tak najprościej, ne spa?
Widuję brzydala od wielu dni. Dokarmiam. Podaję wodę. I za każdym razem patrzę w te jego proszące oczy i serce mi pęka.
Poprosiłam fundację o pomoc w odłowieniu kota. Co dalej? Dalej pobyt w klinice, badania krwi, antybiotyki, środki na odrobaczenie, testy na obecność wirusów. Nie stać mnie na to, zatem – gdy już uda się go złapać – będę prosić Was, drodzy Czytelnicy, o wsparcie.
Jak już poprosiłam użytkowników Garnka.
Nie mogę wziąć go do siebie, bo prawdopodobieństwo, że brzydalek jest nosicielem groźnej kociej wirusówki, jest praktycznie stuprocentowe. Z Felv i Fiv kot może żyć, długo… Niestety nie w towarzystwie innych kotów…
Kocurek wróci do swojego świata, za to bez bólu.
Jest szansa.
Padło pytanie: Pani Marto, czy zdaje sobie pani sprawę z tego, że próba leczenia tego kota może zakończyć się porażką?
…
Nie jestem katoliczką. Nie biegam co niedziela do kościoła.
Ale wierzę w siłę wyższą, która ten nasz cały ziemski całokształt ogarnia.
Walczę o brzydala z czystego egoizmu.
Tak właśnie.
Bo kiedy odejdę z tego łez padołu, Ktoś może mnie zapytać: Widziałaś. Wiedziałaś. I co zrobiłaś?
Chcę odpowiedzieć na to pytanie bez wahania, z dumnie uniesioną głową.