Środa piątkowa

Odebrałam dziś taki telefon, że mi uszy i cycki dęba stanęły…
Nie wiem, co gorsze…

(Albo co lepsze… 😉 )

Czekam na potwierdzenie tej apokaliptycznej wiadomości i na ewentualne skutki zaszłości.
Podzielę się, gdy poznam niezbite fakty.
Matko…

A teraz prywata:
Marrgo, dziś stałam za Tobą na czerwonym świetle na Nieborowskiej. Ty najwyraźniej nie byłaś pewna, czy to ja…
Ja absolutnej pewności (że to Ty) nabrałam dopiero, gdy ruszyłaś i dałaś czadu na kolejnym rondzie w pierwsze prawo, z impetem godnym kibica Lechii… 🙂

Wydanie mieszkanka hej!

Od razu ostrzegam lojalnie: niniejsza notka przeznaczona jest dla młodzieży powyżej osiemnastego roku życia.

Nie, nie ma scen erotycznych. Proszę zapomnieć. Przykro mi.
Jeno mięso ściele się gęsto.

Dziś musiałam odebrać mieszkanie od sprzedającego, a następnie przekazać je wynajmującemu. Tyle w skrócie, tytułem wstępu. Się podjęłam. Jako pełnomocnik.
Opatrzność chyba nade mną czuwała, po postanowiłam między pierwszą a drugą akcją dać sobie cztery godziny.

(Marrgo pewnie znowu mi zarzuci posiadanie szóstego zmysłu, ale ja jednak twardo obstaję przy opatrzności.)

Powiem tak…
Ja rozumiem, że może ktoś uwielbia mieszkać w syfie – syf ktosia kręci, a sprzątanie nie leży w ktosiowej naturze.
Ok. Sama też u siebie często potykam się o kurz, ciuchy albo koty. Sprzątać nie lubię. Ale się zmuszam raz na jakiś czas. Trudno.
Jednak to, co zastałam tam…

Kurwa!

Pierwszy rzut oka na meble kuchenne – ciemne drewno, faktura gdzieniegdzie mniej, gdzieniegdzie bardziej przesycona kolorem calvados… Takie cieniowanie, zabawa kolorem, rozumiecie. Dopiero po kontakcie dotykowym z tymi meblami dotarło do mnie, że to brud – tu cieńsza warstewka, tam grubości milimetra. W kuchni, czujecie! Czyli tam, gdzie większość ludzi przygotowuje sobie posiłki… Spróbowałam ścierą i płynem do naczyń – przykleiłam się… Do gry wszedł grubszy kaliber – druciak.

Przechodzimy do łazienki…

Kurrrwa!

Gdy oglądałam reklamy środków do czyszczenia wc, takich, gdzie to pokazują wnętrza muszli klozetowych w kolorze brunatnym, zawsze się oburzałam: przeginają, przecież nikt nie jest w stanie doprowadzić kibla do takiego stanu, po prostu się nie da!
Rzeczywistość boleśnie zweryfikowała moją wiedzę o świecie… Owszem, da się.

W ramach bonusu pani była właścicielka zostawiła mi ufajdaną szczotkę do mycia klozetu (o dziwo, używaną, jak najbardziej), stare przepocone poduszki na kanapie oraz brudne skarpetki w szufladzie (sztuk trzy).

Przepraszam, muszę…
Nosz ja pierdolę, tam mieszkała kobieta! Pani pedagog. Ktoś na poziomie, proszę Państwa!
Gdybym wiedziała, co tam zastanę, wjechałabym ze szlauchem i kilogramem gaszonego wapna… 

Nie ma tego złego… Odkryłam niniejszym dietę cud. Nie wiem, kiedy w najbliższym czasie przyswoję jakieś kalorie, bo na samo wspomnienie tego chlewu mam odruch wymiotny. :/

Pani jest z Suwałk. Jest tu ktoś z tych uroczych okolic?
Bo może tam są takie zwyczaje plemienne, a ja – ignorant – nie znam się na obcej kulturze?…

Jest lepiej

Przeprosiłam mamę. Jeśli chodzi o nieporozumienia między nami, zawsze przepraszam. To moja matka. Nieważne, czy kłótnię zaczęła ona, czy ja… To moja matka i ja przepraszam. Zawsze. Szacuneczek i już. Tak zostałam wychowana.

Siostra natomiast przeprosiła mnie. Też szacuneczek. Też tak została wychowana.
(Przeze mnie.)

Przeprosiłam też emenemsów. Pawła znaczy, przede wszystkim… Ale tak się jakoś złożyło, że Piotrek tym razem mój rykoszet zaliczył. Niechcąco.
Paweł podszedł do tematu na luzie, jak zwykle: Mam już koncepcję na prezenty gwiazdkowe dla was. Piotrowi sprawię adresatkę, a tobie, misiek, kaganiec.

(Bardzo-miauwa-śmieszne.)

Piotr ostentacyjnie opuścił pokój, prychając wyniośle…
Właśnie dostałam od niego maila – zero tematu, zero treści, jeno załącznik:

:))

Reakcja łańcuchowa 12

Mam idealny przepis na spieprzenie sobie dnia. Nie bez pomocy osób trzecich ofkors. Bez osób trzecich przedsięwzięcie nie miałoby najmniejszych szans. Otóż…

Odebrałam telefon od matki: Czy wiesz, co znowu zrobił twój tatuś?
Nie no, miauwa, uwielbiam to. Naprawdę. Ubóstwiam te sytuacje, kiedy moi rodzice zachowują się jak para rozwydrzonych bachorów, a mi przypada fucha słuchacza i rozjemcy. No proszę ja Was…
Zawsze kończy się identycznie: starając się ich godzić, mimowolnie opowiadam się za jedną ze stron, co skutkuje fochem strony drugiej. Tym razem pokłóciłam się z mamą. W dzień matki. Pięknie, miauwa. Bju-ti-ful.

Wkurzona, nawarczałam potem na Pawła. Trochę zasłużenie, ale bez przesady, tak?

Następnie, konsekwentnie idąc za ciosem, okropnie ścięłam się z siostrą. Sprowokowała mnie, fakt, ale bez przesady, tak?

Zadzwoniłam do Jany w celu wyryczenia się. Przyjechała po godzinie – z butelką.

Dziś mam kaca giganta, z moralniakiem w gratisie.
Zaspałam do roboty.
Źle mi.

Niech mnie ktoś ukocha (do jasnej cholery).

Nadal walczę

Ze skarbówką mianowicie. Oni są jak wrzód w dolnej części pleców… Albo w górnej części uda, jak kto woli… 

Pół dnia spędziłam w towarzystwie excela i przeliczałam, podliczałam, odliczałam, doliczałam… Jednym słowem zajmowałam się intensywnym myśleniem i nerwowym obracaniem w dłoni długopisu.
Za którymś razem zgubiłam skuwkę, która w dzikim pędzie poszybowała w przestworza i strzeliła w okno, tuż nad głową Piotra…
Skomentował, uśmiechając się chytrze: Miał być rykoszet, jak mniemam?… Nie udał ci się.

🙂

A co u Was, obywatele, ludu pracujący miast i wsi?
Azaliż spełniliście swój obywatelski obowiązek i potruchtaliście na wybory?
Bo jutro będzie już za późno na ewentualne lamenty i zgrzyt siekaczy.
No.

Gówniana sprawa

Tym razem, w drodze wyjątku, będzie o niczym.

Wdziałam dziś na siebie białą koszulę i czarne spodnie oraz upięłam włosy.
I taka nudna, czysta i upięta, jechałam rano do pracy brudnym samochodem.

Coś mi w nocy, na masce, zostawiło mega kupę. Normalnie pół samochodu ufajdane.
Bardzo śmieszne, miauwa.

(Czy słonie latają?…)

Czasu rano jak na lekarstwo, więc pojechałam, jak idiotka, z tą kupą i zerowym poczuciem humoru.
Pewien austobus stanął po prawej na światłach, a kierowca zaczął trąbić i machać do mnie, uchachany po pachy.
A ja, niczym skończona kretynka i nadęta paniusia, pokazałam mu palec.

Matko kochana, jaki ze mnie burak cukrowy… :/

Poproszę o lincz.

Co mężczyzna powinien

Jako że zimno, wietrznie, smutno i nie ma nawet komu w mordę dać… (oraz jako że jutro poniedziałek i nastrój u mnie nie za fajny…) Borys podsyła mi kwiatuszki z internetowych forów wszelakich, co by mnie nieco na nogi postawić.

Jeden z cytatów zrobił mi dzień. Wisienka taka. Perła wręcz.
De łiner iz:

Czy uważacie, dziewczyny, że każdy mężczyzna powinien w swoim życiu wybudować dom, zasadzić drzewo i zapłodnić syna?

Wstrzeliło mnie pod biurko.
I nie jestem w stanie spod niego wyleźć.

Wyrodnam

– Pawełku, gdzie jesteś? 
– Mijam Matarnię. A co się stało?
– Zapomniałam kupić żwirek kotom. Zahaczysz o Przywidzką?
– Jak to zapomniałaś kupić żwirek kotom?…
– No zapomniałam. Zdarza się…
– I one tam teraz biedne bez żwirku?… Z pustymi kuwetami?… Z pysiami w podkówki?…
– No weź, no…
Co z ciebie za matka?!

Dziękuję za uwagę.

Normalnie dochrapałam się menadżera

Pogoda się jakoś nie może zdecydować, przez co człowiek nie ma pojęcia jak się ubrać. Miauwa, po raz nie wiem który wyciagnęłam z szafy moją cholerną szarą kurteczkę, mimo że obiecywałam sobie już milion razy, że nigdy więcej jej już nie założę, że nie chcę jej oglądać na oczy… No i znowu wylądowałam w szarej kurteczce i wygląda na to, że zostanę w niej pochowana.

Piotrek stwierdził, że jemu akurat podoba mu się moja kurtka i że jest to właściwie jedyna rzecz z moich ubrań, która mu się podoba. Bo generalnie ubieram się totalnie nie w jego guście.

Nie no… Zasadniczo z nie-szwagrem się uwielbiamy (brat nie-męża to chyba nie-szwagier, ne spa?), zwłaszcza, że sadzimy sobie na każdym kroku komplementy typu:
– Musisz częściej nosić marynarki. W marynarce jesteś prawie przystojny.
– Nie poznałem cię na tym zdjęciu. Tak jakoś ładnie wyszłaś.

Pawła jakimś cudem nie rażą po oczach moje dżinsy, polary i trampki. I tego się trzymajmy.

– Bo Paweł nie jest obiektywny, moja droga. Najwyraźniej ja muszę się za ciebie wziąć. A jak już z tobą skończę, będziesz pomykać po tych korytarzach w kiecuni i szpileczkach. Zakład?

Moja własna matka nie widziała mnie w kiecuni, odkąd skończyłam podstawówkę.
Zatem aż drżę z niecierpliwości…