Niewiele brakowało, żeby Paweł nie zdążył dotrzeć przed północą.
Godziny wieczorne spędziliśmy zatem we trójkę z Piotrkiem i Borysem, skwapliwie upijając się łiski.
Otwierałam właśnie lodówkę, w celu sięgnięcia po ketchup do zapiekanek, gdy Kuzco wydał z siebie zaśpiew tak charakterystyczny dla Majkela, że na chwilę zamarłam… Słoik z ketchupem wypadł mi z rąk na podłogę, rozbryzgując się w drobny mak.
Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam do siebie, bardzo spokojnie: I tak nie lubię łagodnego ketchupu. Smakuje jak glut. Miauwa, wolę ostry…
Piotr wstał, objął mnie ramieniem i rozwinął się filozoficznie:
Tunia, musisz to wyprzeć ze świadomości. Wtedy będzie lepiej. To tajemnica dobrego życia, mówię ci. Ja zawsze tak robię. I głoszę tę prostą prawdę potrzebującym. Spróbuj, wyprzyj to. Przestaniesz się miotać. I osiągniesz spokój. Ludzie są ślepi, jak krety, jeśli w grę wchodzą najprostsze rozwiązania. A dlaczego? Bo im się, głupcom, wydaje, że jak coś skomplikują, to sami są wielce skomplikowani. Dlatego też proszę – natychmiast wyprzyj to ze świadomości. To oczyści twój umysł i duszę.
Jak Wam się widzi ten wykład – po paru głębszych – o istocie rzeczy, w zestawieniu z nieszczęśliwym stwierdzeniem dotyczącym ketchupu?…
Aż się nie mogłam potem powstrzymać przed dyskretnym powąchaniem zawartości jego szklanki… Czy zamiast łiskacza nie nalał sobie przypadkiem odkamieniacza do rur…
(Wiem, wiem. Nie o ketchup mu chodziło… Wiem.)
Potem dołączyli Robert z Janą i berneńczykami, a na końcu zdyszany Paweł.
Zawarliśmy tego dnia pakt, znany tylko naszej szóstce… Zatem tajemnych treści nie zdradzę.
A po północy – przytulając zwierzaki – przeczekaliśmy te najgorsze dla nich pół godziny – petardy i fajerwerki.
Paweł władował sobie przerażoną Larę za pazuchę, przytulił i przemawiał czule: No już, maleńka… To tylko buraki pastewne. Buraki mają tę jedyną radość w swoim jałowym życiu w ten jeden dzień w roku. Przetrwajmy to.
Jak tam u Waszych zwierzaków? Wszystko gra i buczy?