Mamy tę inwentaryzację w robocie, tak?
Dziś lekko nie było, albowiem odór kiepskiego spirytusu w magazynie dowodów rzeczowych, w którym to magazynie byłam zmuszona przebywać prawie godzinę, omal mnie nie zabił.
– Nieźle tu imprezujecie.
– Eee, nie. Nasi dzielni śledczy rozpracowali nielegalną rozlewnię i wszystko to tu zwieziono. Nieszczelne jest dziadostwo…
(Taaa, jaaasne. Hyhy. 🙂 )
Na domiar złego dzisiejsza inwentaryzacja okazała się inwentaryzacyjką. Spisywałyśmy sprzęciki w magazynku ze spirytusikiem, wiecie.
Przypadła mi w udziale taka słodko pierdząca koleżanka do pomocy…
(Jaką śliczniutką masz bluzeczkę z zieloniutkimi guziczkami, ach!)
Słowo daję, to cud, że nie dostałam szału. Może dlatego, że jaki poniedziałek, taka reszta tygodnia, zatem nie chciałam sobie tego dnia zepsuć.
(Masz jakieś pieniążki przy sobie? Chciałam sobie kupić batoniczka.)
Grrr…
Jak Boga kocham, kiedyś nie wytrzymam. I przydzwonię jej w tą śliczniutką buziulkę moją pracusiową klawiaturką…