Alfi miała w nocy atak rzucawki.
Bardzo poważny.
Nikogo przy niej nie było… 😦
Gdy weszłam rano do mieszkania, nie zobaczyłam kotki w stałym miejscu.
Zajrzałam w róg pokoju – przewrócona donica z kwiatem…
O ja cież miauwa ^#^%$^&
Zajrzałam za kanapę, a tam…
Biedna Alficzka wciśnięta pomiędzy ścianę a tył mebla – nie mogła się wydostać…
Jezu… 😦
Uwolniłam kicię, podałam w jedzeniu większą dawkę luminalu, a następnie przesunęłam kanapę ściśle do ściany.
Alfi rzuciła się na jedzenie.
(Po ataku padaczki bardzo bolą mięśnie i drastycznie spada poziom glukozy. Następuje tzw. gastrofaza.)
W pracy pół dnia gonitwa myśli: czy dobrze zrobiłam?…
A może trzeba było tę cholerną kanapę bardziej odsunąć, zamiast przysuwać?…
Bo może to schronienie Alfi podczas ataku?…
Pojechałam wyjątkowo od razu po pracy, sprawdzić, co się dzieje.
Alfi zwymiotowała całą karmę, na którą rzuciła się rano, ale lek przyswoiła.
Wylegiwała się, pomrukując, na swojej miejscówce.
Kanapę odsunęłam tak, aby kotka w razie czego mogła zza niej się wydostać.
Opiekunom nie wspomnę ani słówkiem.
Na razie.
Niczego to nie zmieni, a schrzanię im urlop.
Powiem im po powrocie.
I zasugeruję, żeby nie wyjeżdżali na tak długo.
Kot tęskni. To wzmaga stres.
A stres potęguje objawy choroby…
Z placu boju nadawała Wasza – zmiętolona nieco psychicznie – Tunia…