Budowa domu…

– Mamo, masz jakieś zaskórniaki?
– No coś tam z ojcem mamy… A czemu pytasz?
– A nie pożyczylibyście mi na kupno działki? Mogłabym już zacząć te wszystkie pierdoły… Adaptację projektu, podprowadzenie przyłączy, pozwolenie na budowę… Oddam, jak sprzedam mieszkanie.
– Poczekaj, zapytam ojca… (…) Ok, kiwa łbem.

No dobra. Jedyny problem, jaki mi pozostaje, to koty…
(Nikt nie wynajmnie mieszkania ludziom z szóstką kotów. Never.)

Opcja nr 1 (najlepsza):
Sprzedaję mieszkanie ludziom zainteresowanym zakupem go pod inwestycję. Zatem umawiam się na najem na kilka miesięcy i za niego płacę, rzecz jasna.
(Minusy: zero).

Opcja nr 2:
Koleżanka zaproponowała mi wynajęcie swojego niedużego mieszkanka, przeznaczonego docelowo na sprzedaż. Szkopuł w tym, że gdy ja już będę w alercie, do tej pory może się już znaleźć kupiec.
(Minusy: stresik Ósemki i oczekiwanie na kolejny – do przeżycia raczej.)

Opcja nr 3:
Rozlokowanie czasowo kotów po dobrych kociolubnych znajomych.
(Minusy: trauma kotów super hiper total – szczególnie dla mco.)

Opcja nr 4:
Zamieszkanie w stanie surowym z oknami i drzwiami. Wiem, że szaleństwo, ale już to przechodziłam.
(Minusy: któryś z niefrasobliwych robotników niechcący wypuści koty pod nieobecność służby.)

Skończyły mi się pomysły… 😦

Osiem

Mijają trzy lata odkąd Ósemka jest u mnie. Mała czarna dzikusia w białych skarpeciorach. 🙂
Przez cały ten czas nie wydała z siebie żadnego kociego odgłosu poza cichym gruchaniem pod nosem.
I kiedy już utwierdziłam się w przekonaniu, że Osiem po prostu najzwyczajniej na świecie miauczeć nie umie, dziś po raz pierwszy usłyszałam jej głos.

Pojęcia nie mam, czy do tej pory jej się po prostu nie chciało, czy też przez cały ten czas pobierała nauki u Kuzco…
Fakty są takie, że dziś rano przywitała mnie kilkusekundowym trelem na wysokie c, godnym rasowego miaukuna. 😀

Nie wiem, co powiedzieć.

Okradłyśmy kwiaciarnię…

Znaczy tak mi się śniło.

Obrobiłyśmy kwiaciarnię we trzy: Asia, Patka i ja.
P-i-ę-k-n-i-e.
Oficer policji, starszy inspektor OTOZ-u i urzędnik prokuratury.
Pysznie!
Jestem z nas dumna!

Skąd mi się wziął taki sen?…
Nie wiem.

Czy byłybyśmy to w stanie zrobić?…
Nigdy w życiu!

(W razie potrzeby – spoko.)

Lustro mnie się rozpękło…

Zamieściłam wczoraj notkę przepełnioną jadem. Jana uznała, że powinnam zwinąć dywan, bo jad ścieka z monitora i wypala dziury w podłodze.
Uznałam, że kochanego jadu nigdy nie za wiele i szkoda, żeby się marnował. Zatem postanowiłam dorzucić dziś jeszcze trzy grosze…
I – zamiast edytować – usunęłam.

Trudno. Widać tak miało być.
Notki nie ma, ale mi i tak ulżyło, gdy tak sobie spuściłam z wentyla.

Co do lustra, Piotr stwierdził, że niepotrzebnie się tyle w nie wpatrywałam.
Nic nie dało, a lustra szkoda.
Uroczy, prawda?

Coraz bardziej stresuję się piątkowymi badaniami Rudolfa… :/

Dostałam od fundacji Viva! kartę ICE – bezpieczne zwierzę

Po wypełnieniu, trzyma się ją w portfelu. Jest to informacja dla służb ratunkowych i policji (w razie, gdyby na trasie coś we mnie pierdyknęło), że zwierzęta są w domu i trzeba się skontaktować z osobami wyszczególnionymi w karcie w sprawie zaopiekowania.
Wypełnia się się dane: imię, nazwisko, numer telefonu.

Rodzina?…
Partner?…
Znajomi?…
Przyjaciele?…

NOPE.

W temacie moich zwierząt mam leciuchno zawężone pole działania. 
Muszę ufać bezgranicznie.

(Patka i Dżoana mają przerąbane… 😉 )

Wymarzony najemca…

Mistrz.
Ucieleśnienie kultury, taktu i kurtuazji.
W dodatku dżentelmen…

Dostaję maila… 
Ani „dzień dobry”, ani „witam”, ani „cześć”:

A rodzina 3 osobowa nie może być?

Hm. Hmmm… Hmmmmm…
Odpowiadam delikatnie:

Witam.
A w jakim wieku jest dziecko?
Pozdrawiam.

Otrzymuję odpowiedź:

Nie było tematu jak dziecko przeszkadza. Dziękujemy.

Zasmarkałam się. 😀

No FOCH. 
Miauwa no…

Mi osobiście Pan Świata, Książę jasności i ciemności w jednym, Jego Eminencja – nie tyle by przeszkadzał – co jeno onieśmielał, zamieszkując w skromnym lokalu, który mam zaszczyt MU udostępnić. Wraz z jego potomkiem – Bogiem Słońca.

Zatem, gdyby ktoś posiadał mieszkanie do wynajęcia – jest boska okazja…
Proszę korzystać, póki Jego Wysokość jest zainteresowany i poszukuje!

(Służę namiarami…)

Mieszkanko komuś?…

Wspominałam już, że opiekuję się dwoma wynajmowanymi mieszkaniami moich rodziców, ne spa?

Sama je kupowałam – wiedziałam co kupuję i gdzie kupuję. Są w świetnej lokalizacji, mają fajny rozkład pomieszczeń i nabyte zostały w atrakcyjnych cenach. Oczywiście późniejszy remont przyprawił mnie letko o stres, pot i łzy („Szefowa! Ale szefowa nie płacze! To na razie tylko tak wygląda. My to ogarniem!).

Te nieruchomości są inwestycją, która ma zapewnić godną emeryturę moim rodzicom.
I właśnie zwalnia się jedno mieszkanie. Mamuśka panikuje…

– Dziecko, daj ogłoszenie już.
– Mamo, odbieram klucze dopiero w niedzielę. W niedzielę też zamieszczę ogłoszenie. Wystarczy.
– Ale to będzie za późno…
– Mamo, zaufaj mi.
– Wiesz, byłabym spokojniejsza…
– Ok. Jeśli masz się stresować, ogłaszam…

Kuźwa, miauwa mać, w mordę jeża, ja pierdzielę!

Od dwóch dni niczego innego praktycznie nie robię, poza wiszeniem na telefonie. Zasadniczo zaraz komórka przyrośnie mi do prawego ucha i bez interwencji chirurgicznej się nie obejdzie.
A tłumaczyłam…

Mam kolejkę jakichś piętnastu luda. Na niedzielę.
Proszę mi wierzyć, że w przedbiegach odrzuciłam jakieś 80% zainteresowanej populacji.

Następnym razem podam jej numer telefonu.
To będzie najcudowniejsza zemsta, jaką mogłabym sobie wymarzyć…

Znalazłam sposób na Floriana

Flor jest dzikusem, ale nie aż takim, jak Ósemka. W przeciwieństwie do niej, jest w pełni obsługiwalny, można go wziąć na kolana, posmyrać, pomyziać… Problem w tym, że Florian swój honor ma i nie lubi być dominowany. Gdy traci grunt pod poduchami, jest nerw i kocie obrażenie zbliża się wielkimi krokami.

Jednak, gdy Floriana już umiejscowię na kolanach (własnych) i udostępnię mu zagłębienie ręki w stawie łokciowym (własnym), Florian wciska tam głowę tak, że tylko niczego nie słyszące białe uszęta wystają.

Oznacza to, że kotek właśnie się schował. Albowiem jeśli kotek niczego nie widzi, to oznacza, że nikt nie widzi kotka. Logiczne, ne spa?

A skoro kotka nikt nie widzi, to kotek czuje się mega bezpieczny.

I mogę wówczas smyrać i miziać do upojenia. :)

Dylemat…

Kupować działkę w ramach naszych finansów z SZAMBEM?… I czekać jakieś pięć lat na przyłącze kanalizacyjne?…

Czy zapożyczyć się po pachy na działkę z kanalizą, której usytuowanie nie do końca nam pasuje?…

Nie ma kanalizy – jest fajne miejsce.

Jest kanaliza – jest miejsce od biedy do zaakceptowania, bo jest kanaliza.

Jak myślicie?…