Bo dawno nie było o kotach. 😉
Osiem rozciąga się leniwie na fotelu, demonstrując podwozie. Gdy ją głaszczę, nie ucieka. Mogę sobie już nawet pozwolić na posmyranie po polikach i brodzie, a nawet dotknięcie niby mimochodem łapek. Już nie zwiewa, nie zamienia się w stężałą z przerażenia masę gotową do zakopania się pod dywan. Choć zachowuje czujność.
Flora nadal stara się unikać. Czasem kompletnie nie zwracają na siebie uwagi, mijając się w odstępie dziesięciu centymetrów. Kiedy indziej Flor tylko spojrzy, a Osiem wieje.
A gdy Flor śpi, pingwinia podkrada się do niego i bezczelnie obwąchuje. Wie, że jest głuchy i gdy śpi, może zagrać na jego wąsach „Sonatę księżycową” – nie jest głupia. 😉
A Florian, cóż… Lubi pogonić każdego. Nie wiem, czy to wina późnej kastracji, czy po prostu ma taki charakter. Tak ma i już.
Gania:
- Ósemkę – bo ucieka. (Flor czuje się lwem.)
- Larę – bo ta od razu drze japę na pół dzielnicy, że gwałcą. (Flor czuje się gangsta.)
- Iwę – bo Iwa od razu wali z plaskacza w ryło. (Flor ma możliwość potrenować uniki.)
- Kuzcusa – bo ten od razu biegnie do mnie na skargę. (Flor umiera ze śmiechu.)
- Rudolfa – bo Rudolf reaguje jeno pobłażliwym spojrzeniem pt.: Te, białas, pogięło cię? (Flor ma pretekst, żeby wylizać rudą głowę.)
Ogólnie jest ok. Stado ustaliło sobie swoją wewnętrzną hierarchię. Są ważni, ważniejsi i ci mniej ważni też. Nie ma spiny, nie ma stresu. Każdy wie, kiedy może się z kim spoufalić, a kiedy komu zejść z drogi.
Widok błogo rozwalonej na fotelu Ósemki, podczas, gdy Flor właśnie wszczyna rodzinną awanturkę z Iwą, tylko mnie w tym przekonaniu utwierdza.
Długo trwało dojście do punktu, w którym jesteśmy aktualnie.
Bardzo długo.
Ósemka wprowadziła się prawie trzy lata temu. Florian jakieś dwa i pół.
Dlaczego o tym piszę?
Ano piszę o tym z myślą o tych, którzy zdecydowali się na dokocenie.
Do domu wprowadził się nowy koci członek rodziny i okazuje się, że coś nie trybi między nim a rezydentem. Zamiast śpiąc słodko przytuleni, jak dwa puszyste kłębuszki, próbują sobie wydłubać oczy, uszy i mózgi.
Kochani, u kotów nie ma hop siup. Słodkie kłębuszki w pierwszym tygodniu to rzadkość, proszę mi wierzyć. Koty są wyjątkowe, specyficzne, mające swoją osobowość i… wymagają czasu. Dużo czasu. I dużo cierpliwości.
Ale cierpliwość się opłaci.
Zamiast pozbywać się nowego po dwóch tygodniach, bo „kotki się nie dogadują”, warto zawalczyć.
Wiem, co mówię. 😉