W dodatku tym najgorszym – uciekłam z miejsca zdarzenia.
Pamiętacie, jak obtarłam latarnię? Otóż okazuje się, że oprócz latarni uszkodziłam wówczas zderzak stojącego obok samochodu.
O tym fakcie poinformowano mnie uprzejmie na komisariacie, gdzie zostałam wezwana w ostatnią środę w charakterze świadka zdarzenia drogowego.
Pół biedy, że w charakterze świadka, bo gdyby na wezwaniu widniał epitet „podejrzany w sprawie”, obdzwoniłabym wszystkich znanych mi adwokatów, zaprzyjaźnionego notariusza w sprawie spisania testamentu oraz potencjalnych rodzin zastępczych dla kociarni.
A jako „świadek zdarzenia” – cała przerażona – skonsultowałam się wyłącznie z Piotrem.
– Pojadę z tobą – zadeklarował się.
– Oszalałeś? Jeśli przyjadę składać wyjaśnienia w towarzystwie prawnika, od razu będzie wiadomo, że czuję się winna! A ja się nie czuję. Nie wiedziałam! Co mam robić?
– Ok. Uszy po sobie, tłumacz się zgodnie z prawdą i przyjmij mandat.
Pani policjantka była miła. Naprawdę.
Opowiedziałam, jak to było ciemno, jak lał deszcz, jak byłam zdenerwowana, jak to się rozryczałam, oraz jak się dodatkowo zestresowałam stłuczką. Dodałam, zgodnie z prawdą, że nie przeszło mi przez myśl, że mogłam przy okazji obetrzeć komuś auto, i że wiadome mi było, iż teren jest monitorowany, zatem nie zwiałabym z zimną krwią.
Miła pani policjantka w oparciu o nagranie z kamery osiedlowej i moje tłumaczenie, uznała, że mówię prawdę, bowiem nagranie owe najpierw zarejestrowało moją osobę idącą do samochodu (trzeźwą i nie odurzoną), natomiast nie zarejestrowało, jakobym po nieszczęśliwej obcierce wyszła z samochodu, zauważyła uszkodzenie czyjegoś auta, a następnie zwiała.
Tyle dobrego.
Nie nałożono na mnie żadnej kary.
Dostałam jedynie informację o marce i numerach auta, żebym miała możliwość zostawić właścicielowi informację z prośbą o kontakt.
Kurna, od tamtej pory szukam tego samochodu na parkingu.
Nie ma. Brak. Zero. Nul!
Policja swoją drogą wysłała do owego pana pismo z informacją, iż zamykają sprawę i podają mój numer telefonu.
Wolałabym go znaleźć wcześniej, żeby zdrowy opierdol mieć już za sobą.
Nie mam wiedzy, co to za człowiek, i czy da wiarę, jak policja, tłumaczeniom rozhisteryzowanej niewiasty.
Miauwa…
Pomijam fakt, jak bardzo mnie cieszy utrata zniżek za OC.
Boję się myśleć, że ubezpieczyciel uzna, iż jestem durna celowo zwiewając spod kamer i obciąży mnie dodatkowo kosztami naprawy.
…
Dodatkowo pokłóciłam się z ojcem.
A jeszcze – na domiar złego – pewnie będę miała wycinaną tarczycę.
Ot, taka wisienka na torcie.
Jedynym pozytywnym akcentem w moim życiu ostatnio jest fakt, że Ósemka daje się głaskać po łapkach.
Jeszcze niedawno każda próba posmyrania białej skarpety kończyła się schowaniem łapek, burknięciem i ucieczką.
A teraz dopiero po trzech smyrach jest lekko ostrzegawczy rzut kociego oka…
Mam doła, jak stąd do Chin.
Ale spoko – wyjdę z tego.