Wyczułam dziś u niego guzka.
Na grzbiecie, zaraz za łopatkami.
Spanikowałam maksymalnie.
Obdzwoniłam wszystkich przyjaciół i znajomych, którzy są weterynarzami albo mają jakiekolwiek doświadczenie.
Skupiłam się na powtarzającej się, pozytywnej diagnozie, iż to najprawdopodobniej efekt wpompowywania przeze mnie zastrzyków w kota – dokładnie w tym obszarze. Jeśli tak jest – stopniowo zniknie.
Mam nie panikować i obserwować.
Trzymajcie kciuki, proszę, bo cokolwiek stanie się TEMU sierściuchowi, to wlepi mnie w glebę i zabije. Jeśli nie fizycznie, to na pewno emocjonalnie.
Miauwa…
😦