Może nie ostatni w tym roku.
Choć nigdy nic nie wiadomo – aura fiksuje, ludzie zatem też nieco. To niesamowite, jak ludzkie samopoczucie jest sprzężone z pogodą. Myślałam, że tylko ja tak mam. Tymczasem…
Paweł się wyżalał: Ostatnio coś nerwowy jestem… Dzisiaj, na przykład, taksówkarza, który podjechał bez kolejki na stację BP, złapałem za fraki, chciałem mu wyrwać pistolet i nalać mu paliwa do pełna przez przednią szybę. Dobrze, że tam kamery mają. Chyba potrzebuję urlopu…
Wpadł Robert: Mamy papierowe ręczniki? O pardon, przerwałem…
Piotrek, ze świętym oburzeniem: Co ty sobie myślisz?! Człowiek tu ma problem z własnym ego – agresja, autoagresja, reumatyzm może! A ty o jakichś cholernych ręcznikach… I jeszcze jakieś zagraniczne wyrazy. Kultury trochę!
Stanęłam w obronie Roberta: Piotr, jesteś niesprawiedliwy. On chciał go czymś zająć, dać mu jakąś, choćby chwilową, ulgę w cierpieniu, przerwać czymś tę jego gonitwę myśli… Wszystko popsułeś…
Robert, wycofując się raczkiem: Ok. To ja już może sam tych ręczników poszukam…
Taaa…
W ramach oczyszczenia atmosfery i w celu przekonania Was, że nie jesteśmy ostatnimi czubkami, dodam, że wśród nas występują też jednostki wybitne. Tak dla zneutralizowania klimatu. Taka Jana na przykład. U Jany do tej pory odkryłam trzy niepodważalne zalety:
- jest dziewczyną Roberta, zatem ogarnia i jego, i jego dom, i dwa berneńczyki – zatem jest osobą mega-wytrzymałą psychicznie, za co jej się należy duże uznanie i wszelkie wyrazy,
- wino porzeczkowe pije, jak mało kto,
- tak wymiata na wiolonczeli, że ja, proszę Państwa, po prostu totalnie odpadam i odlatuję, ściskam jej rękę i przysięgam nie myć dłoni swej – uprzednio ściskającej dłoń Jany, trzymającej smyczek – przez co najmniej dwa tygodnie.
A co u Was? 😉