Niejednokrotnie spotkałam się z przekonaniem, że płeć piękna jest bardziej podatna na nałogi wszelakie. Być może. Nie polemizuję. Nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem.
Opinia ta nie znajduje potwierdzenia u kotów, a przynajmniej u moich kotów.
O tym, że Rudolf zapałał gwałtowną miłością do zapachu pasty do podłogi na klatce schodowej, wspominałam już niejednokrotnie. Gdy wracam do domu, rudzielec już czatuje pod drzwiami, z nosem przy futrynie, by śmignąć mi radośnie pod nogami i sztachnąć się z lubością, wcierając w swój kudłaty grzbiet zapach pasty, żeby zostało na dłużej.
To nie jedyny ćpun w chałupie, nie nie. Otóż Lara – damą będąc – nie toleruje nie sprzątniętej na czas kuwety. W domu są trzy kocie wychodki, ale arystokratka korzysta tylko z jedynego – pozostałe dwie kryte kuwety wzbudzają kocią niechęć. Jeśli uzna, że jej kuweta nie spełnia standardów ISO, potrafi ostentacyjnie walnąć sikiem prostym obok. Rzadko jej się to zdarza, bo staram się ogarniać temat na bieżąco. Gdy jednak już się zdarzy – przecieram podłogę roztworem Domestosa cytrynowego, następnie czystą wodą.
Tyle tytułem niezbędnego wstępu. Ad rem…
Otóż zapach Domestosa jest w stanie wyrwać Kuzco z najgłębszego snu. On może spać w najdalszym zakątku domu, w szafie, na tarasie, w czeluściach piekła – woń Domestosa sprawia, że czarne kudłate natychmiast stawia się na miejscu operacji w pozycji na baczność. Podłogę przecieram zatem jedną ręką, drugą odsuwając napierającego kocura. Gdy uznaję, że Domestos został teoretycznie zneutralizowany, Kuzco absolutnie obala tę teorię, poczynając rzut całym kotem na podłogę, a następnie wijąc się ekstazie z niewysłowionym szczęściem w oczach i wywalonym w zachwycie jęzorem. Lara patrzy na niego jak na głupka…
Z kolei Majkeliusz poczuł ogromną atencję do chodniczka łazienkowego made for Biedronka. Nie wiem, co ten kawał szmaty w sobie ma, ale na sam odgłos otwieranych drzwi do łazienki Miki galopuje do niego co sił w łapach, z niezdrowym szałem w kocich oczach. Dopada ofiarę i… mam pokaz jogi: grzbiet na chodniczku… prawa łapa za lewą nogą… głowa pod prawą pachą… ogon za lewym uchem… broda na dywaniku… kuper zwrócony ku sufitowi… Szał ciał jednym słowem.
Dobrze, że chociaż dziewczyny w tym domu są normalne… Stonowane, poważne, arystokratyczne i z klasą…
(Mam na myśli jeno dwie przedstawicielki czterołapnego gatunku, niestety… 😉 )